Link 06.02.2007 :: 03:55 Komentuj (9)
Jestem rozdwojony. Czuję się jakbym miał dwie dusze choć niby duszy brak w ogóle... Jedna wstydliwa, głupia, mała; druga idealna, mądra, spokojna...I tak obijam się między nimi dwiema i krążę pomiędzy zagubiony, żałosny, blady. Patrzę w lustro gdy myślę, że jestem mądry, szczęsliwy i pełen ideałów i widzę psa. Mokrego, czarnego psa... Oto, w co się zmieniam. Patrzę jako pies. Włóczę się za samym sobą, podbiegam, skomlę. Chce obłaskawić tę drugą duszę, którą nie jestem... Poczuć dotyk szczęścia i mądrości. Dusza mądra, jedyna dotyka mojego psiego łba i ja się łaszę...I nie czuję dotyku... Dusza rozpływa się we mgle. To tylko wilgotny, zimny wiatr liznął mnie po uszach... Kulę się w sobie, uciekam, gdzie jestem, co ja tu robię??? Więc jedna dusza tylko mgłą, druga tylko psem... Więc patrzę na coś i chce to dostać... Lub tylko powygrzewać się w niedostępnym blasku... Ciepły, gorący blask - cała moja wiara... To nieprawda, że jest się szczęśliwym, dobrym... Raczej jednak zanurzonym w zimnej wodzie by z mozołem, z głową ledwo wystającą na powierzchnię, wypatrywać suchego i bliskiego brzegu... Więc zatopiony w smutku wyglądam w stronę radości. Pogrążony w Źle wyglądam Dobra... Może uda się przez chwilę dotknąć uśmiechu, wymacać i złapać dobro... I nie zmieni się ono w wilgotną, szarą mgłę... Więc próbuję. I związuję się tylko po to, by być związanym, by nie mieć pustych godzin milczenia, by zasypiać zmęczonym i nie budzić się w środku nocy znudzonym nudą i samotnością... I milczę, by nie zostać niezrozumianym... I nie śmieje się, by nie zostać wyśmianym... Tak.
Co ja Ci więcej mogę powiedzieć, napisać? Pisałem już, że nie umiem. Właśnie dlatego, że spoglądam w stronę właściwych słów, znaczeń, a wychodzą inne... Może właśnie dramat rozmijania się jest największym dramatem?
Mijania, rozpływania, nieuchwycenia?
Nic, tylko pogrążyć się w milczeniu...
Tak naprawdę o niczym się nie myśli, nigdy. To albo jest gotowe na wierzchu głowy, na dnie serca albo nigdy nie będzie. No. Tak myślę. Sam nie wiem jak myśleć, co mówić. Zdaje się, że jestem milionem nied
okończonych postaci, które są we mnie i kiedyś pojawiły się lub pojawią na kartce papieru. Nie wiem, czy ja ich nie umiem sobą wypełnić, bo są takie niedokończone, niedoskonałe... Albo one mnie przepełniają, wciskają się wszędzie, zatykają usta bym nic nie mówił i czuję się taki pusty, nie wiadomo jaki, taki niedokończony, niedoskonały...
Chciałbym, żeby świat, w którym jestem, był światem, który sobie wymarzyłem, który mam w głowie. Z własną scenografią, z własnym słońcem, niebem, księżycem, światłem. Muzyką. I nie mogę już tego pogodzić, że tu gdzie żyję, jest smutno, brudno, źle, okrutnie, gorzko, głupio. Do bólu kolorowo w ciuchach i do rozpaczy szaro na twarzach, w marzeniach, w murach. Milcząco. Wyjdziesz z domu, słyszysz gwar ludzi, śmiech, przejeżdżające samochody. A siądziesz przy kawie w knajpie i masz wrażenie, że otacza cię takie milczenie, że nawet jakbyś wrzasnął, to bezdźwięcznie...I milczysz, głupkowato się uśmiechasz, gdy ktoś Cię zahaczy ręką, torebką, papierosem... A gdy przyjdzie co do czego to sam nie poznajesz własnego głosu, bo wydaje ci się, że brzmi bez sensu. Zapominasz słów, intonacji, konstrukcji zdań. I nic już nie mówisz, świadomie milczysz... Wolisz wetknąć w dziób rurkę od napoju i sączysz aż z dna szkla rozlegnie się kompromitujące siorbanie, które Ty jednak przyjmiesz z ulgą bo przynajmniej możesz wyjść, uciec, uciec, do domu jechać... Kojący szum autobusu. Lub muzyki, którą mam w samochodzie i słucham tak głośno, żeby żaden dźwięk z zewnątrz do mnie nie dochodził. I tylko walczę, by nie wkładać do mordy jednego papierosa za drugim. Bo czuję jak dym, który wdycham, wędruje tak bez końca i zostaje w środku, w tej nieoświetlonej czerni, która jest moim środkiem, mną. Plączemy się, błąkamy w przezroczystym powietrzu, gęstym i duszącym... A w głowie ciągle kładą się korony drzew targane wiatrem. I szumią, szumią. Ciemność. Wszystko jest pięknem w ciemności. Kobieta jest piękna w ciemności, skóra, dotyk, krótkie chwile mocniejszych oddechów, miłość. Może dlatego nie można sfilmować miłości, bo ona w takim mroku się rodzi, w takim mroku jest, że nie ma na świecie aż tak czułej taśmy? Może dlatego, żeby znaleźć miłość, trzeba zajrzeć w czerń? A może tego też nie ma? Nic nie ma w ogóle prócz bezbarwnego życia, które zginie w płytkiej, nocnej wodzie i nie powie nic o sobie...Tak.

