Link 17.03.2005 :: 22:18 Komentuj (10)
Szybko, energicznie pakuję torbę podróżną: bielizna na zmianę, spodnie, kilka par skarpetek, notatki z uczelni, żeby zdążyć przeczytać na poniedziałek, książki. W pośpiechu kilka łyków kawy, wygrzebuję zmięty bilet na tramwaj, żeby jakoś prędko na dworzec dojechać, nie spóźnić się. M podaje mi kanapki z ogórkiem, zdążyła zrobić kilka, żebym nie był głodny, cokolwiek zjadł w drodze. Musisz jechać dzisiaj? - dopytuje. Naprawdę dzisiaj? Nie możesz jutro? Nie, mówię prędko, nie lubię jechać gdzieś w tym samym dniu, w którym coś załatwiam – wyjaśniam. Jeszcze szybko do łazienki, myję zęby i genitalia , to musi wystarczyć za prysznic, na który nie mam czasu. Biegnę do tramwaju, śnieg zacina w twarz, ślisko, ciemno, wilgotno. Wpadam do pociągu, ciemny, opustoszały, ostatni wieczorny do W-a, siadam w przedziale, zasłaniam zasłonkę i drżę z zimna. Grzeję dłonie na ciepłym kubku kawy, którą kupiłem po odejściu od kasy, jednak starczyło mi czasu. Dzwoni B, nawija godzinę. Opisuje technikę robienia laski i mówi, że ona tak laski nie robi, to znaczy w ogóle na razie nie robi bo jakoś nie lubi, nie ci faceci, nie te zapachy, nie ta grubość. Ale robić będzie, jeśli jakiegoś w końcu pokocha to będzie obciągać, pieścić językiem, połykać DNA lub rozmazywać na twarzy, wszystko robić będzie, na razie do buzi nie bierze bo ci faceci ją tak szybko rzucają, nie dają szansy by się miłość rozwinęła, obudziła, zakwitła. No i po tym godzinnym nawijaniu w końcu płacze, przyjedź do mnie, prosi, kumplem jesteś, tobie mogę wszystko powiedzieć, wódki się znów napijemy, nie mogę teraz, jadę w pociągu przecież, odpowiadam, do mnie, do K-a, pyta? Sama jestem, dodaje i milknie. Sama?, prowokuję przekornie... Sama... Sukienkę przymierzam właśnie... I takie łóżkowe buty na obcasie, dodaje... Usta maluję, nie wiem w sumie po co, uśmiecha się , w końcu dla nikogo chyba, dla siebie tylko... Nie, nie jadę do K-a – przerywam jej. Do W-a. Zrywa nam połączenie, szczere pola za oknem pociągu, nic, świateł nawet. Dzwoni jeszcze raz. Kurwa, ale jestem głupia – mówi. Jebnięta..., przepraszam cię, chyba sobie mogłeś coś pomyśleć,wiesz, że niby ja myślałam, że ty do K-a jedziesz, że do mnie. Sorry, to nie tak miałeś pomyśleć, mówi ale wie, że ja wiem, że właśnie tak, że miałem jechać do K-a, że to ja miałem być dzisiaj u niej, że dla mnie tym razem te usta i sukienka, że miałem wejść na górę po trzeszczących, drewnianych schodach tak, żeby słyszała, że ktoś po nich wchodzi, tak jak opowiadała,że za każdym razem słucha i słyszy jak przychodzi kolejny piątkowy facet, że zapukam kilka razy i ona krzyknie „wejdź!” jak każdemu w piątek krzyczy , że szarpnę za klamkę i wejdę do środka jak każdy z nich zachęcany naciska klamkę i wchodzi, że zobaczę jak stoi w przedpokoju z tandetnym kieliszkiem wina w dłoni, w tandetnej króciutkiej skórzanej spódniczce, na wysokim obcasie i idiotycznych rajstopach z dziurą w kroku , że uśmiechnę się i powiem : „tak” na jej pytanie „czy podoba ci się niespodzianka”, bo każdy z nich uśmiecha się co piątek i mówi: „tak, kochanie, wyglądasz bosko”. Że odłoży kieliszek, weźmie mnie za rękę i stukając szpilkami o parkiet zaprowadzi mnie do tego łóżka z baldachimem, na które prowadzi co piątek tych, co jej pokochać nie chcą choć dostają szansę, a na którym leżeliśmy już kiedyś wcześniej i piliśmy wódkę i ja byłem boso i w dżinsach i ona boso i w dżinsach była i się zaprzyjaźniliśmy bo po prostu odprowadziłem ją pijaną do domu i byłem pierwszy, który nie macał jej po tyłku po drodze. Kupiłem w sklepie nocnym pod jej domem połówkę i powiedziałem: chodź, i tobie i mnie potrzebna jest cisza, ostry smak wódki i trochę popłakać. Cieszę się, że było inaczej- powiedziała rano i zapytała o mój numer telefonu... Że wpije się we mnie ustami, że agresywnie przygryzie mi język, że zadrapie mi skórkę na członku bo zawsze tak robi, żeby każdy z tych co piątek pomyślał, że ona taka wampiryczna, doświadczona,namiętna, bogini. Że wejdę w nią i że ona się po chwili rozpłacze, że zacznie się wić jak pod każdym kolejnym się wije, że rozmyje jej się makijaż bo zacznie strasznie płakać i ruszając pode mną brzuchem i łonem powie przez łzy: spuść się już, kurwa, spuść i idź, przepraszam cię, bo ja próbuję i nie mogę, nie potrafię, za każdym razem wydaje mi się, że to już , teraz, że wreszcie ale nie mogę ,chcę i nie mogę, nie jestem w stanie... I że zapytam w końcu jak prawie każdy co piątek pyta: ale co się stało, powiedz, wytłumacz... Że ja będę inny bo tego właśnie ode mnie oczekuje, bym był inny, że pogłaszczę ją po głowie i powiem: wszystko będzie dobrze, uda nam się, pokocham cię i może spróbujemy później, może będziesz umieć a ona wtuli się we mnie i powtórzy mnie nagiemu , leżącemu na niej to co mówiła już kiedyś wcześniej mnie w dżinsach leżącemu obok: bo wiesz, ja miałam wypadek samochodowy kilka lat temu, leżałam w szpitalu, musieli mi usunąć macicę i ja już nigdy nie będę kobietą, nie urodzę dziecka, nie dam tego nikomu... I nikt mnie takiej nie chce i ja sama siebie nie chcę choć staram się by było inaczej... Że pomilczę i spojrzę jak wstaje i ściąga spódniczkę pokazując ręką : o tu mam bliznę, tu, widzisz?... I spojrzy na mnie ufnie i niemo pytając : ale wrócisz jutro, wrócisz w ogóle?
Że okażę się inny bo wrócę nazajutrz i wrócę w ogóle jak nikt nigdy wcześniej do niej po piątku nie wracał...
Nie, nie pomyślałem, B, że chcesz bym do ciebie przyjechał, nie, przecież na tym nasz układ polega, zapewniłem ją. No właśnie, odetchnęła z ulgą choć czułem, że przez łzy. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda, stwierdziła. Nie podobam ci się a ty mnie, powiedziała. Spojrzałem za okno, stukały koła, dojeżdżałem do W-a. Sikać mi się chciało. Milczała w słuchawce. Płakała. Tak cicho u mnie w pokoju, powiedziała po chwili. Tak spokojnie. Zapłacisz majątek za telefon – powiedziałem. Tak- potwierdziła ale rozłączyła się dopiero po chwili. Nie zadzwoniła nigdy więcej.
Cdn

