grafomania
at ownlog '06
Link 03.04.2005 :: 01:04 Komentuj (19)
Jeszcze parę minut do północy i do przyjazdu pociągu na stację. Usiłuję zobaczyć swoje odbicie w ciemnym oknie, zatłuszczonym od ludzkiego dotyku. Niewiele widzę. Odbija się świetlówka z korytarza, niewiele więcej, majaczę tylko, sylwetka. Pakuję się, idę do kibla. Sikam, wreszcie, przegadałem całą drogę i czasu nie starczyło na sikanie a ja zawsze sikam gdy jadę. Jest lustro, pęknięte, brązowe od gówna, cały kibel brązowy, ktoś obsrał sobie rękę albo pobrudził przy podcieraniu a potem opierał o ściany gdy pociągiem trzęsło. Przyzwyczaiłem się, dużo jeżdżę pociągami, wyschło na szczęście. Suche gówno już tak nie obrzydza. To co miałem na głowie to koszmar, strzecha długa, nierówna, każdy włos gdzieś indziej, nie strzygłem się ostatnio a myślałem o tym:ostrzyż się bo się zakochać możesz w każdej chwili a nie wypada tak nieostrzyżonym się zakochać. Moczę dłoń i poprawiam fryzurę. Niech będzie, trudno, tych parę minut pierwszego wrażenia wytrzymają. Pociąg zwalnia, skrzypi i wtacza się na stację. Wychodzę z kibla i patrzę na peron. Jednak jest, czeka. Podchodzę, nieśmiało biorę ją za rękę, nic nie mówię. Mało ludzi jechało tym pociągiem, peron błyskawicznie pustoszeje a ja tak stoję z jej dłonią w swojej dłoni i z jej oczami w moich oczach. Myślałam, że jednak nie przyjedziesz – mówi. Zdmuchuje włosy , który spadły jej na oko, dłoni z mojej dłoni nie wyciąga. Drugą rękę grzebie w kieszeni – masz – podaje mi chusteczkę – włosy poprawiałeś przed chwilą pewnie, wodę masz na czole – wyciera mnie. Zawstydzam się. Chodź – ciągnie mnie delikatnie, autobus nam ucieknie. Na przystanku obejmuje mnie i tuli. Pewnie ci zimno? – zgaduje. Nie – odpowiadam – ale mnie zimno – cichutko mówi i mocniej mniej ściska. Autobus przyjeżdża , wsiadamy i jedziemy przez blokowiska W-wa, autobus zakręca, kluczy, krąży, dużo przystanków, straciłem rachubę. K całuje końcówki moich palców a autobus pustoszuje. Wysiadamy. Zupełnie nie wiem gdzie jestem – mówię. W-w – mówi K i się śmieje. Zapalam papierosa , żeby dwa razy się zaciągnąć, na więcej nie mam czasu bo już wchodzimy, klatka schodowa, ciepło, mieszkanie, światełko w kuchni, cisza, lodówka mruczy. K robi mi herbatę i mówi- napiję się trochę od ciebie – gdy biorę kubek w dłonie ona zbliża policzek do mojego policzka i mówi: - jak paruje , ogrzewa, jakie masz zimne policzki. Wyjmuje mi z dłoni kubek , upija dwa łyki , zatrzymuje je w ustach i zbliża swoje wargi do moich. Otwieram się do pocałunku, czuję jak nasze języki stykają się poprzez ciepłą herbatę i ślinę. Razem połykamy pocałunek. Idziemy z kuchni do drugiego, ciemnego pokoju. Pachnie świeżą pościelą, K ściąga mi przez głowę podkoszulek a gdy ten zakrywa mi twarz i blokuje ruch ramion , popycha mnie na łóżko. Za chwilę dotyka mnie chłodną skórą, uwalniam się z koszulki, jest mi chłodno w skórę i gorąco w żołądek.
-Nie- zatrzymuję ją gdy czuję swoją erekcję w jej ustach, nie.
-Dlaczego? - nie, nie chcę, to za szybko trochę...
Przerywa, kładzie się obok mnie.
-Poleżymy? - pytam, tak- mówi.
-Dobrze, że jesteś – mówi K.
Zasypiamy.
Po dwóch dniach wracam z W-wa. Dzwonię domofonem, M otwiera, kanapki masz na stole – krzyczy z łazienki. Rzucam torbę w kąt i wchodzę do M. Cześć- rzucam. Cześć – uśmiecha się z wanny, myjką jeździ po plecach. Rozbieram się przy niej, sweter, bluzka, teraz odwracam się plecami do wanny, biorę głęboki oddech i zdejmuję podkoszulek. Czekam chwilę, M przestaje się szorować. Wiem, co widzi. Odwracam się twarzą do niej. Teraz pokazuję w pełnej krasie malinkę na szyi. Już ma łzy w oczach.
-Masz kogoś – pyta.
-Tak – odpowiadam i czuję ulgę.
-Kochasz? - pyta.
-Tak – potwierdzam.
-Nie płacz- mówię.
Teraz zrobiło mi się głupio bo widzę jak jej oczy zrobiły się duże i smutne.
-Umyję ci plecy, chcesz? - proponuję.
Potwierdza skinieniem głowy. Myję ją starannie, M chlipie.
-A czemu mnie nie pokochałeś?– nagle mnie pyta.
-Nie wiem, nie umiałem, odpowiadam. - Przecież wiesz – dodaję – próbowałem.
-Wiem- mówi i już nie płacze.
Wieczorem pyta:

-To nie śpisz dzisiaj ze mną?
-Nie, już nie -kładę się na podłodze w kuchni. W nocy słyszę jak szlocha. Patrzę na kanapki, dalej leżą na stole, nie tknąłem ich. Zmęczony usypiam. Budzę się po chwili, widzę , że stoi w drzwiach do kuchni i patrzy na mnie.
-Co robisz? - pytam
-Patrzę na ciebie. Miłość to spojrzenia ale ty tego nie rozumiesz.
Nie odpowiadam.
-Światło takie pada... Że widzę jak ci oczy błyszczą...Wiedziałam po co jeździsz do W-wa – mówi. Wiedziałam, że odejdziesz. Spakowałam się w weekend. Czułam... Kanapki ci zrobiłam, zjedz – mówi i wychodzi.
Wyjeżdża o świcie, budzi mnie klucz przekręcany w zamku, zrywam się i wchodzę do jej pokoju, nie mam już tam żadnej z jej rzeczy. I miłośc i brak miłości kończą się tak samo - opróżnionymi szafkami. Dwa tygodnie później wróciłem z uczelni i zobaczyłem, że w domu było posprzątane, pachniało detergentami i świeżą pościelą. Na stole w kuchni znalazłem kartkę od M. "Posprzątałam i zmieniłam ci zasłony w oknach. Zawsze cię będę kochać z daleka.M." Zmiąłem kartkę i wyrzuciłem do śmieci. Spokojnie mogłem napić się kawy. Miałem wolne od sprzątania. Pociąg K miał być dopiero za godzinę. Szafki na jej rzeczy były odkurzone.


Cdn.



pisz do grafomana mail