grafomania
at ownlog '06
Link 21.05.2005 :: 03:09 Komentuj (28)
No chodź z nami, Reklama, nie daj się prosić, no chodźże. Co ty, Reklama, fajnie będzie – Chudy szedł z nią i skamlał ale nic z tego. Reklama, długonoga, zaobcasowana szła szybkim krokiem, wprawna w obcasach cienkich i wysokich, zawsze w spódniczkach , chyba, że zima, zawsze z kolorem na paznokciach i cieniem na powiekach, wyszminkowana też zawsze. Dlatego Reklama. No i dlatego, że tymi uszminkowanymi ustami połykała czipsa na spocie w MTV. A najbardziej dlatego, że Reklama to był Towar. Każdy chciał ją mieć. A Reklama choć kontaktowa, choć dłońmi dotykała chłopców po policzkach, klepała po udach i czasami, po pijaku, pocierała po kroczu nigdy palcem nie kiwnęła by któryś za nią poszedł. A poszedł by każdy, no przecież Reklama. Duma szkoły, de best dupa na osiedlu, w autobusie ¾ erekcji i zawistnych spojrzeń równieśniczek. No ale Chudy, Chudy nie chciał iść. To na niego Reklama kiwała palcem w spojrzeniu, w geście, w napiętych udach. W skupionym paleniu papierosa, w zaciśnięciu uszminionych ust. Ale Chudy nie widział, Reklama, ty dupa jesteś zajebista ale ja nie mogę w ciebie wsiąknąć, Reklama, rozumiesz? Ty taka dumna jesteś, Reklama, ty zgasisz, stłumisz, gościu twoim psem zostanie. Więc chodzili razem, grali razem, razem pili wódkę w parku za wieczorówką.
-Reklama , ty nic nie mówisz o facetach w ogóle- kiedyś zagaił Chudy gdy zostali we dwoje.
-Co mam mówić – wzruszyła ramionami Reklama.
-Cokolwiek, lubisz chyba?
-Chyba – zamilkła potem Reklama. Zapaliła papierosa. - Umówmy się, powiedziała.
-No co ty, ze mną?- spytał Chudy. Reklama, są inni faceci, mnie nie zeżresz, ja bym miał przejebane z tobą.-
-Po prostu się umówmy, pogadać. Tak inaczej niż tutaj, wiesz – nieporadnie tłumaczyła Reklama.
Dobra, wzruszył ramionami Chudy, okej, w piątek ? - zapytał odchodząc, - w piątek.

No i teraz w piątek, Chudy chciał nadążyć za Reklamą, stukającą w dół ulicy wysokimi obcasami na długich nogach robiących sprężyste, długie kroki – No chodź, Reklama, ja pierdolę, będzie zajebista impreza i bez Ciebie?
Dziś. W piątek.
Tym razem nie poszła. To miał być ten piątek. To miał być pierwszy facet. Wyśniony, wymarzony, w końcu umówiony na dziś, na właśnie ten wieczór, za parę godzin, za chwilę. W torebce najlepsze prezerwatywy, tester drogich perfum ukradziony z ekskluzywnego kosmetycznego no i para nowych pończoch, w opakowaniu jeszcze, żeby się nie zaciagnęły.
-Nie , nie idę – stanowczo odmówiła.
-Ale co się wściekasz, o co chodzi?
-Nie wiesz?
-Nie, kurwa.
-Nie pamiętasz?
-Nie.
-Trudno. Odwal się. - dalej szybko idąc wyjmuje z torebki perfumy i wywala je do śmietnika. Nie zauważył nawet.
-No dobra, nie chcesz iść to nie.
-Właśnie tak. Nie chcę. Doszła za róg i tam się popłakała.Rozmazał jej się zawsze nienaganny makijaż ale płakała dalej.

-Przepraszam – powiedział Chudy do domofonu o 4 nad ranem.
-Zwariowałeś, wszyscy śpią – powiedziała przez słuchawkę Reklama.
-Przepraszam. Wiem, że mieliśmy się spotkać, przepraszam, jestem idiotą – mówił Chudy.
-Jesteś – i Reklama popłakała się znowu, szczęsliwa. - Poczekaj- zejdę. - Poczekaj. Umyła zęby, poprawiła wczorajszy makijaż i założyła sukienkę.
-Nie martw się, mamo, jest ciepła noc, ja tylko przed blok idę.

Jest. Kurwa, przystojny jak zawsze. Pali papierosa. I ten jego pogardliwy wyraz ust. Pogardliwy i silny. Inteligentny. Uwielbiam go.
-Nie gniewam się – powiedziała.
-Chcesz tego? – zapytał.
-Tak – skinęła głową.
-Chodź- zgniótł papierosa butem i ruszył w stronę parkingu.
-Do Ciebie?- zapytała.
-Nie, starzy są.
-Czyje auto?- zapytała. Nie piłeś?

Nie odpowiedział. Wsiadła. Ruszyli.

-Gdzie jedziemy?
-Zobaczysz, powiedział.

Zatrzymali się na skraju lasu, nad jeziorkiem gdzie pół miasta jeździło się kąpać w lecie. Wziął ją za rękę i poprowadził w ciemność drzew. Uścisk dłoni był męski, silny ciepły. Ufnie zacisnęła swoje palce.

-Tu- powiedział.
-Dobrze – przytuliła się do niego. - Tak długo tego pragnęłam. Wiedziałeś?
-Tak – wyszeptał.
-Bo ja cię chyba...
-Wiem, ciii. - położył jej palec na ustach.
Zamknęła oczy. Rozpięła rozporek od spodni Chudego. Włożyła sobie jego męskość w usta. Powoli , na wyczucie zaczęła go pieścić.

-Przepraszam – na chwilę przerwała, - ja tego nigdy... -

Chudy zaplótł swoje palce w jej włosach. Przycisnął jej głowę:

-Mocniej, no, mocniej -

Szarpnął jej głowę i włożył głębiej członka w usta.
Reklama zaczęła go bić rękami w po bokach, jęczeć, wyrywać się. Nie dała rady. Nagle poczuła jeszcze kogoś. Inne ręce trzymały jej głowę, zaczęły zdzierać z niej sukienkę, inne głosy. Przewrócili ją na ziemię. Chudy wszedł pierwszy. Tamci trzymali jej ręce.

-Chciałaś przecież. Sama chciałaś. Zdenerwowałaś mnie dzisiaj, wiesz? Byłaś niegrzeczną, dziewczynką, wiesz? - bolały ją pchnięcia Chudego, bolało ją, że krwawi, że tak krwawi. Tak idiotycznie,tak bardzo nie tak jak być miało; patrzyła w bok choć w tej ciemności drzew , w delikatnym ich nocnym szeleście i tak nie mogła widzieć jego twarzy, wiedziała po głosie i oddechu, że to Chudy jest tym pierwszym, ten Chudy, arogancki, przystojny i inteligentny i o głębokim spojrzeniu z szyderstwem i nienawiścią pozbawia ją dziewictwa a zaraz ci, co tu na niego czekali, ci, z którymi ustawiał się na imprezę , ci , którzy ją na tę imprezę zapraszali, ją, Reklamę, ich równiachę, ich dumę, najlepszą dupę na osiedlu, kompana do wódki, ci właśnie będą jej drugim i trzecim i jej seksem zbiorowym , oralnym, analnym i gwałtem choć zawsze chciała zostawić swój seks dla tego jednego, lepszego od nich, ich przywódcy.

-Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą... - wciągała powietrze by nie krzyczeć z bólu, - błogosławionaś Ty między niewiastami – Ty kurwo, teraz się modlisz, pojebana suka – poczuła uderzenie w twarz i słodki smak krwi. - i błogosławiony owoc żywota Twojego , Jezus. - przeguby miała unieruchomione przez kolana tamtych. Teraz inny ją brał, z mniejszym członkiem i większą wściekłością – Święta Mario, Matko Boża – zamknij się w końcu , usłyszała i poczuła innego członka na siłę wpychanego do ust. - Śmiali się. - Teraz milczy, głupia pizda. - Chudy stanął obok. Palił papierosa.
Reklama płakała – módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej, amen.
Oddalili się. Wstała. Powlokła się do domu. Szła, szła, do świtu prawie. Do domu nie miała daleko ale szła powoli.
Traciła włosy, garściami. W końcu musiała ostrzyc się na łyso. Nigdy jej nie odrosły. Przyjechała stamtąd do miasta, w którym studiowałem. Teraz miała ksywkę Łysa. Już nie chodziła w spódniczkach. Dalej zawsze malowała usta. Spała z każdym kto ją chciał, taką łysą z wydatnymi i jeszcze pomalowanymi ustami. Raczej nie opowiadała zbyt często tego co się stało. Mnie jednak powiedziała. Mam taki dar, że ludzie dużo mi mówią. Sam kiedyś ustaliłem bez jej wiedzy co się stało z Chudym. Siedzi za paserstwo, pierwszy raz go zamknęli za przemyt samochodów. Łysa jako Reklama nigdy po tym zdarzeniu nie poszła na policję bo sińce na przegubach dłoni wyglądały dla niej jak stygmaty. Łysa jako Łysa jest bardzo wierząca. Przyznam, nie wiem dlaczego.

Cdn



pisz do grafomana mail