Link 08.07.2006 :: 06:06 Komentuj (3)
Nowego opowiadania napisane tylko kilka akapitów. A przecież w głowie jest od dawna, całe i zamknięte. To i kilka innych. Ale gdy próbuję przepisać z głowy na kartkę palce zamierają mi nad klawiaturą. Słowa nie te. Jakbym stracił zdolność nazywania obrazów, jakbym nie umiał już dobierać czasowników , przymiotników, mieszać słów ze sobą, jakbym ,emigrując, za sobą nie tylko życie zostawił ale też tę najgłębszą moją tajemnicę, że ten prostak, cham, buc, brzydki, niechlujny i wieczorami zapity, że ten cały ja płacząc nocami pisze grafomańskie kawałki i traktuje je jak najcenniejsze w życiu perełki. Niech to do mnie wróci. Życia tamtego mi nie żal, chuj z nim. Ale tego pisania nietrzeźwego mi brakuje. I jednego przyjaciela, z którym tak bym się , kurwa, teraz napił, że aż mnie ściska.
Link 12.07.2006 :: 05:29 Komentuj (3)
Naprawde juz niedlugo opowiadanie. Choc gdy czytam "The sheltering sky" Paula Bowlesa zachwycam sie i jezykiem i nastrojem i uczuciami to wiem, ze nie umiem pisac w ten sposob, tak pieknie. I wlasnie dlatego jestem grafomanem. Bo kazdego dnia kiedy przekonuje sie, ze nie umiem to chce jeszcze bardziej robic to na co umiejetnosci mi nie starcza. Zalosny wybryk losu. Wspolczuje sam sobie.
Link 28.07.2006 :: 07:28 Komentuj (13)
Wracałam do domu przy ścianie zawsze. Krzaki rosną przed blokiem aż pod okna na parterze. Tamtędy chodziłam. I tak mnie widzieli. I zawsze gdy grali w piłkę , nawet późno wieczorem, któryś ją kopał w moją stronę tak , że przebijała się przez gałęzie i zatrzymywała się pod moimi nogami.
-Ono, podaj, krzyczeli.
Wtedy myliłam jeszcze końcówki. Rano, w łaziencie ćwiczyłam. Myłam zęby, odkładałam szczoteczkę, malowałam szybko szminką usta i mówiłam, wyraźnie odzielając sylaby: umył-AM zęby, odłożył-AM szczoteczkę, am, am. Aaaam...Aaaaammmm....
Ładny chłopak byłam, dziewczyny do mnie lgnęły. Ze swojego wuefu uciekałam do dziewczęcej szatni. Koleżanki szły grać a ja zostawałam pilnować ich rzeczy. Zamykałam drzwi bardzo dokładnie a potem oglądałam ich bluzki, spódniczki, wisiorki, staniki. Wąchałam piórniki i kolorowe gumki do mazania. Dostawałam burę za nieobecności na wuefie, na szczęście żaden chłopak po mnie nie płakał. Zawsze się kłócili kto z kim będzie grał w drużynie i robili wszystko by nie mieć mnie w składzie. Gdy byłam na lekcji i w końcu trafiałam do któregoś teamu to posyłali tak piłkę jakby mnie nie było. W końcu stawałam przy linii i patrzyłam jak grają. Schodziłam z boiska, siadałam na ławce, nikt mnienie wołał bym wracała. No więc ładny chłopak byłam ale chudy. Delikatny. Trzeba było zdawać egzamin z biegów, rzutów piłką lekarską i sprintu to nauczyciel się śmiał, że skoro te moje rzuty takie krótkie to niech idę do dziewczyn zdawać, tam nie są takie wyśrubowane czasy i odległości jak dla chłopców. Gdy zaczęła się szkoła średnia już nie mogłam wchodzić do szatni dziewczyn. I nagle mi się zrobiło strasznie brak tych fatałaszków kolorowych, tych słodko pachnących flakoników z perfumami, tych pastelowych gumek do włosów.
-Przeszedłem test, tato, zakwalifikowali mnie - powiedziałam. Ojciec się nie odezwał. Utkwił wzrok w telewizorze , kanał o zdrowiu. Zwierząt. W Indiach słoniowi stopę urwało bo wlazł na minę i ojciec teraz oglądał jak tego słonia usypiają, tuzin weterynarzy chodzi wokół , asystenci wprowadzają słonia do specjalnego boksu gdzie będzie stał uśpiony podczas gdy coś mu tam z tą stopą będą robić, żeby zakażenia nie było czy coś. Potem ten słoń nogę miał krótszą , pokazywali jak chodzi uwiązany na takiej grubej linie, kuleje bardzo, prawie się przewraca i co chwilę trąbi żałośnie. Operacja zakończona pełnym sukcesem, ojcu oczy zwilgotniały, tak delikatnie. Pewnie nawet bym nie zobaczyła, ale stałam tak w pokoju. Ojciec zupelnie zapomniał, źe jestem. Myślałam, że w końcu coś odpowie, ale nie. Obejrzał ten kawałek o słoniu i tyle. A potem to ja poszłam do siebie. Dwie godziny póżniej ojciec otworzył drzwi od mojego pokoju, wszedł i usiadł na moim łóżku.
-Mogę do Ciebie mówić "dziecko"? Chyba tak mi będzie najlepiej. Na razie. Dopóki masz... Dopóki... No wiesz.
-Tak, tato, wiem. Możesz.
A gdy ruszyła procedura zmienilismy miasto. Ojciec sprzedał dom, działke , mama kupiła mi ciuchy, gdy sie w nie ubrałam i wsiadłam do samochodu to ojciec tak nakierował wsteczne lusterko, to w środku, by mnie nie widzieć. Otworzył firmę i tak dużo pracował , ze wychodził o swicie i wracał późną nocą. I nie wiem czy to z poczucia humoru czy co bo on nigdy prawie sie nie smiał ale otworzył fabrykę parówek. Został liderem regionu, potem złotym przedsiębiorcą województwa i kupił mi samochód. I zaczął płacić lekarzy. Żeby to wszystko szybciej poszło. Nie rozmawiał ze mną. Chciał być dobry. Nie wiedział jak.
Siadł do wspólnego obiadu gdy przyprowadziłam pierwszego chłopaka. A wieczorem wymknął sie do sklepu monopolowego i kupił butelkę wódki. Gdy ja , zauroczona i szczęśliwa, obciągnęłam w swoim pokoju mojemu pierwszemu tata lał wódkę po brzegi szklanki. Nigdy nie pił wcześniej. Tymczasem ja nie mogłam zdjąć majtek i strasznie chciałam dobrze, szybko obciągnąć. Dotykał mnie tam, spychałam jego dłonie. Nie możemy, nie, odpowiedziałam. Kobiece historie, tak, potwierdziłam. I jakby właśnie to było dla niego podniecające, wytrysnął. Zapięłam mu spodnie i powiedziałam, idź, zaraz masz autobus. Nie odprowadziłam go na przystanek, gdy przechodziłam obok fotela ojca i zobaczylam tylko rękę ze szklanką i butelkę na stoliku aż mnie zamurowało. Idź sam, muszę zostać, powiedziałam i usiadłam obok ojca. Tato spojrzał na mnie. Patrzył długo i słabo sie usmiechnął. Słabo i dobrotliwie, to jednak się dało wyczuć. Wiesz, dziecko, powiedział... jak ...kiedy... Wiedziałam, ze unika formy osobowej. Cierpliwie to znosiłam. Znalazłam Ci terapię, tato, pójdziesz? Tak, dziecko , pójdę, zgodził sie po chwili. Kiedy były twoje narodziny to byłem na sali... Widziałem innych ojców jak sie cieszą lub stoją bezradni nie wiedząc jak sie zachować i co powiedzieć... Jeden płakał z radości... Długo cie matka rodziła, wiesz? Wiem, kiwnęłam głową...Zobaczyłem jak wychodzisz powolutku z krocza mamy, takie ciepłe i maleńkie niemowlę... Położyli cie na piersiach mamy...A ja zacząłem płakac. Wyszedłem i pobiegłem do kibla wyć ze smutku, wiesz? Płakałem gorzko i histerycznie, że teraz sie rodzisz i to twoje pierwsze sekundy życia a ja kocham cię tak bardzo, ze nie chcę , żeby ci sie coś kiedyś stało...W tej pierwszej chwili gdy widziałem jak tulisz sie do matki, jeszcze w śluzie i krwi pomyślałem, ze to bedzie straszne, ze kiedyś umrzesz... I gdy sobie wyobraziłem , ze nie żyjesz to płakałem... Tak pokochalem swojego syna gdy sie urodził... Tak bardzo mi tego syna brakuje...Zaczął szlochać i widziałam, ze zbiera mu sie na wymioty... Lider rynku, bełkotał...Komu ja teraz to przekażę... Mnie, jestem twoim dzieckiem, zaopiekuję sie wszystkim, powiedziałam. Wiem, ze tobie dziecko, wiem, komu innemu przecież bym zostawił... Wziełam go pod ramię, zaprowadziłam do kibla. Rzygał kilka minut. Z powrotem na fotel, przykryłam go kocem. Wiem, że ci ciężko, tato, powiedziałam. Nie chciałeś, zebym umarła... Prawie już spał ale otworzył oko i tak bystro, trzeźwo spojrzał przez chwilę i wymamrotał: umarł. Umarł. I usnął.
Zrywałam z moimi pierwszymi. Musiałam przecież. Z jednymi prędzej , z innymi później, zależy kiedy sięgali mi do majtek. Zrywałam i płakałam bo kochałam. Może mi się tylko zdawało, że to uczucie ale bolało mnie w środku wszystko gdy musiałam mówić, że to koniec, że nie będzie więcej, ojciec odbierał telefony i sucho, mówił, nie ma Magdy, nie , Magda nie chce z tobą rozmawiać. Musiał ojciec to mówić bo po jego słowach już nigdy nie dzwonili, matka kiedyś te telefony odbierała ale wdawała się w dyskusje a rozmowa zawsze oznacza szansę więc dzwonili i dzwonili w nieskończoność. Aż ojciec odebrał raz, drugi i tak już zostało. A ja patrzyłam w łazience na żałośnie wiszące przyrodzenie i nie chciałam więcej tego gówna już mieć, to przez to gówno, żebym nie wiem jak wtedy chowała w majtki to i tak gdzieś jakaś fałdka, coś. W końcu mi to wycięli. I wtedy gdy juź byłam po operacji i wszystko mnie bolało byłam szczęśliwa, że dzieło skończone a jednocześnie odczułam jakiś dziwmny rodzaj smutku, że coś minęło. Ciało mnie swędziało a w kroczu czułam bóle fantomowe. I było mi strasznie żal ojca gdy przypomniałam sobie jak bardzo nie chciał, żeby syn mu umarł. Poczulam sie jakbym umarla. Tylko mnie to cieszylo. Mialam wrazenie jakbym byla niesmiertelna, jakby wszystko co moglo byc zle we mnie, odeszlo.
Ten naprawde moj pierwszy wydawal pismo gejowskie i zachwycał się moją blizną na brzuchu. To piękne, mówił. Każdy musi mieć jakąś skazę by być pięknym. Ja mam zbyt wiele skaz, mówiłam, zbyt wiele jak na jedną kobietę, zbyt wiele by nie skazić urody, nie , piękna jesteś , powtarzał, piękna. Dzieło sztuki, kazał mi stawć nago i obchodził mnie i oglądał , pochylałam głowę i wdychałam dym z jego papierosa. Gdy zaczynałam drżeć z zimna klękał przede mną i całował mnie w cipkę. Pięknie zrobiona, spoglądał w górę, na mnie i ocierał usta ze swojej śliny. Z parówek ojca, żartowałam, idiotka, śmiał się wraz ze mną. Sporo miał pieniędzy, chodziliśmy się bawić, nocami całymi. Ojciec go nie lubił. Tato, pozwól, pierwszy raz się tak czuję, powiedziałam mu raz, jakbym się spełniała. Spojrzał i nic nie odpowiedział. Zamienił dzień dobry na cześć gdy przychodziliśmy oboje na niedzielny obiad. Krzysiek miał na imię. Jestem gotowa, powiedziałam raz, na co, zapytał, spróbować inaczej, normalnie, jak mężczyzna z kobietą, powiedziałam. Nie podjął tematu, pojechaliśmy do niego. Kazał mi się rozebrać i położyć na łóżku. Całował mnie, odwróc się, poprosił. Nie, chcę patrzeć ci w oczy, to mój pierwszy raz, powiedziałam, chcę cię widzieć. Dobrze, uśmiechnął się lekko i mocno zadarł moje nogi do góry. Bądź delikat... - nie dokończyłam, z całej siły wszedł w mój tyłek. Au, boli, co ty robisz? Z całej siły mnie trzymał. Chciałam się wyrwać ale nie miałam jak, syczałam z bólu gdy gwałcił moją dupę... Płakałam. Ty pierdolony pedale, załkałam, trzasnął mnie w twarz. Poczułam , że się spuścił bo przestał się wić, wyszedł. Miał zakrwawionego członka. Nie mogłam wstać, upadłam z łożka, chodzić też z bólu nie dałam rady. Coś ty, kurwa, zrobił, idioto, płakałam i szeptałam. Przecież o to ci chodziło, nie, powiedział wycierając serwetką krew z fiuta. Chciałaś być dziwką, po to się przerabiałaś, żeby się rżnąć. Pedale głupi - wypłakałam i kuląc się poczłapałam do łazienki. Jasne, że po wyjściu od niego nigdy się już z nim nie spotkałam, przypadkiem tylko, w sumie miasto jest małe przecież ale specjalnie, żeby chcieć to nigdy.
Nie, tak naprawdę to zabolał mnie dopiero Drugi. Delikatny, czuły, milczący. To ja się do niego dosiadłam , to ja robiłam z siebie pół wieczoru wariatkę sącząc drinka przez rurkę i kołysząc się na boki. Patrzył ze złośliwym uśmiechem na to co robię aż wypaliłam : mam też intelekt, spróbuj. I zanim zdążył cokolwiek powiedzieć dodałam: smutnym fiutom nie udaje się wyrwać dupy na wieczór a ty siedzisz jak taki smutny fiut i już wieczór dawno się skończył. Możesz mnie odprowadzić do domu, na górę nie wejdziesz, dam ci na taksówkę a jutro będziesz mógł zadzwonić i zapytać jak się czuję. Pojutrze pójdę z tobą do kina, po filmie pozwolę się zerżnąć a potem ci powiem, żebyś spierdalał bo do niczego mi już nie będziesz potrzebny. Nie interesuje mnie czy masz dupę czy nie masz, podobasz mi się a ja mam zawsze to czego chcę. Wchodzisz w to? - zapytałam. Kompletnie pijana wtedy byłam, nigdy w sumie bym czegoś takiego nie powiedziała, nie wiem co mi odbiło. On mi się naprawdę podobał i chciałam się odkuć , nie, nie odkuć. Chciałam zapomnieć i chciałam by wreszcie było tak jak sobie wymarzyłam, żeby było. Przepraszam Cię, powiedziałam. To te "Wściekłe psy". Pijana jestem kompletnie. Odwieź mnie do domu. Odprowadź mnie do taksówki, cokolwiek. Nie, powiedział. Dasz sobie radę sama, dodał. Uraziłam go, wiem. W tym wzroku...W tym jego wzroku było coś takiego, że głupio mi się zrobiło. Bo on nie wyglądał na smutnego fiuta, nie wyglądał jakby na kogoś w ogóle w tej knajpie polował, tzn on był smutny, ten jego wzrok był smutny, to mi się tak strasznie spodobało bo to był taki ciężki wzrok kogoś kto przeżywa każdego dnia coś o czym nigdy nikomu nie powie. A ja , a mnie się wydawało , że kobietom faceci mówią takie rzeczy, że to kwestia czasu. Idę siusiu, powiedziałam, wstałam i potknęłam się na własnym obcasie , zatoczyłam na ścianę potem. Gdy chwiejnym krokiem wróciłam jego piwo było dopite. Chodź, syknął, ktoś cię faktycznie dzisiaj zerżnie jak nie wrócisz do domu. Gdy podjechaliśmy pod mój dom zapytałam : nie idziesz? Nie, wracam do knajpy. Po co, nie rozumiałam. To moja knajpa. Za darmo mogę pić, powiedział i trzasnął drzwiami od taksówki. Dopiero gdy wchodziłam schodami w górę samochód ruszył. Następnego dnia dostałam sms-a o treści "przyjdź". A w następnym sms-ie był adres. Wyglądasz jakbyś miała 15 lat , powiedział gdy weszłam do jego mieszkania. To mów do mnie "Lolita", powiedziałam i uklękłam przed jego rozporkiem. Lo-li-ta, mówiłam rozpinając mu zamek, Lo, jak uderzenie języka, nie pamietam dalej jak to szło, zaźartowałam i zaczęłam go pieścić. Rozebrał mnie. Wycałował całe ciało i pieścił bliznę. Skąd masz? - zapytał. Nic istotnego, chora byłam kiedyś i tyle... Nie pytał więcej, patrzył tylko i powiedział: każdy ma jakąś skazę. Znowu. Znowu, kurwa, to usłyszałam. To nie skaza, powiedziałam, to blizna po operacji. Raka miałaś czy co? Tak, miałam raka i prawie umarłam. I dzisiaj jestem po tym innym człowiekiem. W sumie, powiedział, można być po takiej chorobie innym człowiekiem. No, można, potwierdziłam. Pewnie dzieci nie będziesz mieć, zapytał choć niby stwierdził. Nie, nie będę mieć, powiedziałam. Macicy nie masz, nie dało się uratować? Nie, usiadłam, ale to nie jest dla mnie jakiś problem, już nie jest, wiesz? A dla Ciebie jest? - zapytałam. Nie, nie w tej sytuacji, powiedział. A innej między nami przecież nie będzie. Nie, nie będzie - wstałam, ubrałam się a wychodząc trzasnęłam drzwiami. Po chwili zadzwonił, co cię usrało, zapytał. Gówno. I tak nie zrozumiesz, przerwałam połączenie. Ponownie zadzwonił, nie rozumiałem to ja równań w szkole, powiedz, poprosił. Wróciłam się z powrotem. Przepraszam, nie chciałem wiedzieć ale chcialem zapytać, przytulił mnie i pogłaskał po głowie. Wiem, zapłakałam. Zaczęłam go całować. Może teraz pomyślałam, rozebrałam się i za rękę pociągnęłam go do jego łóżka. Dotykałam jego genitaliów, gdy był gotowy poprosiłam: wejdź we mnie, chcę. Całował mnie a ręką pomagał sobie nakierować. Chciałam mu pomóc, wiedziałam , że jestem ciasna. Nie mógł wejść. Przestał mnie całować, zmarszczył brwi, roześmiał się nerwowo, co jest, kurwa, nie widzę czy co, sorry, rzucił i usiadł by spojrzeć w moje krocze i ocenić sytuację. Powoli ręką wprowadził końcówkę członka do ciasnego wejścia , spojrzał na mnie. Wszystko w porządku, zapytał, tak, kiwnęłam głową, ja tak mam, przepraszam cię, spróbuj, wszystko w porządku. Dalej nie mógł we mnie wejść. Przepraszam, powiedziałam, to nie twoja wina. Ale co się dzieje, dlaczego? Nie pytaj, powiem ci później , chcesz to skończymy, zaproponowałam. Daj mi chwilę , powiedział ale to ja poszłam do łazienki. Pierdolona plastyczna. Za ciasną cipę mi zrobili, gówno, kurwa, gówno. Pośliniłam dwa palce i włożyłam je sobie. Weszły. Nie głęboko, do połowy, dalej już bolało. Zacisnęłam zęby i wpychałam te palce dalej. Z bólu zaczęły mi kapać łzy z oczu, zacisnęłam zęby i rozpychałam palcami wejście, wiedzialam, że to musi stopniowo się dziać, że nie od razu, że kiedyś, w przyszłości będzie dobrze ale ja chcialam teraz, już, bo z kolejnego faceta w moim życiu nic nie wyjdzie i znowu będzie tak jak wtedy, gdy tata odbierał telefony i mówił, żeby nie dzwonili więcej a ja płakałam w kącie i przeklinałam moje genitalia.
Wyszłam z łazienki, przepraszam, powiedziałam, jutro, dobrze? Jutro. Tak, powiedział. Każdy wieczór tak się kończył. Nie mógł wejść. Wiedziałam, że tak będzie, czułam, że każdego wieczoru wchodzi o milimetr dalej, że moja cipa robi się gotowa i użyteczna. Ale on tego nie czuł, że jest cokolwiek głebiej. Zniechęcał się. A ja wiedziałam, że by to miało sens musimy próbować dzień w dzień. W końcu już nie chciał na trzeźwo. Więc organizowałam alkoholowe wieczory, wymyślałam ubiór, aranżowałam gierki byle było trochę seksu, bo a nuż ten kolejny raz będzie wreszcie tym udanym. Powiedz, czemu tak jest, zapytał w końcu gdy się upił. Wiem, że to jest problem w tobie, nie we mnie. Poczułam. Zdałam sobie sprawę, że musi wiedzieć, że muszę być fair wobec niego. To nie rak, powiedziałam. Byłam kimś innym a teraz jestem sobą. To znaczy? - zapytał. Miałam operację, nie mam macicy, nie mogę mieć dzieci, to jest prawda i chcę , żebyś wiedział, że nie kłamałam. Zmieniałam płeć. O, kurwa, powiedział. Szukałam jego wzroku , własnie teraz chciałam i potrzebowałam by spojrzał mi w oczy ale odwrócił głowę. O, kurwa, ukrył twarz w dłoniach. Popatrz mi w oczy, poprosiłam, kiwnął głową. Popatrz, powtórzyłam, poczekaj, powiedział i patrzył w sufit dalej zasłaniając dłońmi twarz. O, kurwa, wyszeptał. Zrozumiałam wtedy. Wzięłam torebkę i kluczyki do samochodu. Zapomnisz, poprosiłam. Nie, powiedział, niestety, o to chodzi, że nie.
Wracałam wtedy przez miasto jak w transie. Zamknęłam licznik w samochodzie, objechałam swoje osiedle ze trzy razy, w końcu weszłam do domu. Ojciec był w pokoju, coś liczył, miał zapaloną tylko lampę nocną. Zapal sobie lepsze światło, tato, poprosiłam. To mi wystarczy, powiedział i spojrzał na mnie. Coś się stało? - zapytał. Nie odpowiedziałam, próbowałam się do niego uśmiechnąć ale tylko łzy mi popłynęły z oczu. Chodź do mnie, wyciągnął ręce. Usiadłam mu na kolanach. Ktoś mnie kiedyś pokocha, tato? - zapytałam. Ja cię kocham, powiedział.

